telefon, Kat poszła sprawdzić, jak się czuje jej gość.

– Niech ci będzie. Nabrałaś mnie.
przerażona!
Kochała męża i gdy ślubowała, że będzie z nim na dobre i na złe, mówiła szczerze.
– Rozmawiałeś z nią? Poważnie?
oberwać za wszystko, co dwanaście lat było nie tak w wydziale zabójstw. Hayes wbił wzrok
sypialnię do łazienki i zauważyła odbarwienie na dywanie. Co się, do diabła, stało tej nocy, kiedy zginął Josh? Skąd ta krew w jej pokoju... i skąd krew jej grupy w domu Josha? To jeszcze nie dowód na to, że była w domu Josha. Mnóstwo ludzi ma grupę 0 Rh+. W tym większość członków jej rodziny. Jednak na nowo zdjął ją strach, przemożny i mroczny. Czy mogła... czy byłaby w stanie zabić męża? Nawet tak nie myśl! Przytrzymała się umywalki i poczekała, aż atak paniki minie. Opanuj się. Zrób coś! Zacznij działać, na litość boską! W szafce łazienkowej znalazła buteleczkę z proszkami od bólu głowy, wzięła dwie tabletki, poszła do gabinetu, usiadła przy biurku i podniosła słuchawkę telefonu. Potrzebowała adwokata, i to szybko. A co z alibi? Czy nie tego naprawdę potrzebujesz? - Och, zamknij się - warknęła. Usiadła na fotelu przy biurku i szybko przejrzała pocztę elektroniczną. Żadnej wiadomości od Kelly ani od nikogo innego. Zastanawiając się jak skontaktować się z Kelly, wykręciła numer do biura Amandy. Ale było już późno i nikogo nie zastała. - Świetnie - mruknęła i rzuciła słuchawkę. Gdzie, do diabła, podziewały się jej siostry, kiedy ich potrzebowała? Kelly wiecznie w rozjazdach, a Amanda prawie zawsze pochłonięta pracą. Cóż, tak czy inaczej, trzeba działać. Nie ma czasu do stracenia. Kto wie, jakiego asa kryje policja w rękawie. Kiedyś przez kilka lat Amanda pracowała w biurze prokuratora okręgowego, zanim doszła do wniosku, że mama płaca, długie godziny pracy i „kontakty z najmarniejszymi szumowinami, którym przypadkiem udało się wypłynąć na powierzchnię”, to nie dla niej. Bez trudu zmieniła działkę i zajęła się prawem cywilnym. Teraz tym samym szumowinom pomagała się rozwodzić. Powinna jednak znać jakiegoś dobrego adwokata w sprawach karnych. Caitlyn wykręciła numer do domu Amandy, odchyliła się na fotelu i czekała, przygotowana na kolejne połączenie z automatyczną sekretarką. - No, szybciej - ponagliła szeptem i usłyszała za sobą jakiś hałas. Zamarła. Przeszły ją ciarki, ale zebrała się na odwagę i odwróciła. To Oskar wszedł do pokoju. Odetchnęła z ulgą, ale w lustrze wiszącym na uchylonych drzwiach zobaczyła swoje odbicie. Wyglądała strasznie. Wyczerpana. Zaniedbana. Włosy miała potargane, cerę bladą i cienie pod oczami. - No, odbierz - wyszeptała, poklepując się ze zniecierpliwieniem po kolanie. Włączyła się automatyczna sekretarka i głos Amandy poprosił o zostawienie wiadomości po sygnale. Oskar wskoczył na jej kolana. - Amanda? Tu Caitlyn - powiedziała, niezadowolona, że musi rozmawiać z maszyną. Podrapała psa za uszami. - Potrzebuję twojej pomocy. W przeciwieństwie do mamy dobrze wiem, że nie jesteś obrońcą w sprawach karnych, ale mam nadzieję, że możesz mi kogoś polecić... Trzask. - Caitlyn? - głos Amandy brzmiał niespokojnie. - Jesteś tam jeszcze? Dopiero weszłam. Co się dzieje? Caitlyn odetchnęła z ulgą. - Właśnie była u mnie policja. - O rany.
31
Racja, jedno i drugie by mu się teraz przydało. Pohamował ziewnięcie i zaczął się
Hayes spojrzał na podjazd – stał tam pikap z plandeką na pace i błyszczący lexus.
– W każdym razie tak mam myśleć według tego, kto mi je wysyła. Hayes przyglądał się
Ilekroć to robiła, z torby rozlegał się gniewny pisk.
– O to, co mi potrzebne – burknął i się rozłączył.
– Bingo.
- Nie ma już nic więcej do powiedzenia. - Próbowała powstrzymać potok przeklętych łez.

rodzaju przypadkami - wyjaśnił jej Malloy.

Przystojny na swój niechlujny sposób. Silny, umięśniony. O kwadratowej szczęce i
– A co się stało z samochodem?
nocy. Uśmiecham się na myśl, jak gładko wszystko poszło.

– A niby dla kogo? – zapytał, przesuwając się w górę wzdłuż jej ciała. Zacisnęła palce w

- Tak naprawdę nie mam czego opowiadać. Moja choroba... Nie
zarażę się od was złym humorem.
ściany i zdjęła z niej ramę z fałszywą „Madonną w kościele”.

– Cześć – szepnęła ze łzami w oczach. Boże, zachowuje się jak wariatka. Łzy? To na

zmieniał, gdyż Matthew musiał chodzić do pracy. Dziewczynki
- Ja... Nie wiedziałam, co o tym sądzić.
córki na przyzwoitych, dobrych ludzi. - Wyjęła z szafy długie botki i